Pomagamy

Ilość dobra rozkwitającego wokół nas zaskakuje.

Internet

Jak każda sytuacja graniczna, pandemia koronawirusa wyzwala w ludziach skraje postawy. Obserwacje pokazują, że zdecydowanie więcej jest tych pozytywnych. W świecie, który jeszcze miesiąc temu ograniczał się do bezrefleksyjnej konsumpcji, ilość dobra rozkwitającego w nas – zaskakuje.  Nasze Czytelniczki opowiedziały swoje historie.

Pani Kasia z podwarszawskiej miejscowości, w ciągu zaledwie tygodnia straciła ukochaną najbliższą osobę i pracę. Choć o tym, co ją spotkało, opowiedziała tylko dwójce znajomych to jakież było jej zaskoczenie, kiedy okazało się, że od słowa do słowa, pomoc zaoferowały jej dziesiątki ludzi. Odzew, jak mówi, był błyskawiczny.

– Zawsze myślałam, że kiedy nie daj Boże, spotka mnie poważniejsze nieszczęście, będę musiała liczyć wyłącznie na siebie. Los napisał taki scenariusz, że nie mam już nikogo z bliskiej rodziny. Owszem, mam sporo znajomych z różnych kręgów, ale do tej pory nasze kontakty ograniczały się tylko do tematycznych spotkań, skoncentrowanych na wspólnych pasjach lub sprawach zawodowych. Każdy z moich kolegów ma dużą rodzinę, własne obowiązki, swoje problemy, nie miałam więc prawa oczekiwać, że ktokolwiek zawiesi te sprawy, by zająć się mną, gdy będę tego potrzebowała.

A jednak stało się inaczej. Pani Kasia opowiada o wzruszeniu i zaskoczeniu rozwojem sytuacji.

– Jedna z koleżanek napisała na portalu społecznościowym, co mnie spotkało. Odzew był błyskawiczny. Dziewczyny poprosiły o numer telefonu do mnie. Od tamtej chwili nie byłam już sama ze swoim cierpieniem. Ponieważ nie mam samochodu, wszystkie zmotoryzowane, kilkakrotnie zapewniły, że jeśli tylko będę chciała załatwić jakąś sprawę na mieście, zawsze mogę się do nich zwrócić i one mnie podwiozą. Każda z nich zaproponowała coś od siebie. Nawet te, które same są w niełatwej sytuacji, chciały się czymś ze mną podzielić.

W weekend zadzwoniła znajoma z pytaniem: „Kasia, czy ty jadasz mięso? Bo mąż zamówił prawdziwego, wiejskiego świniaka i zaraz pomyślałam o tobie”. Nagle wróciła solidarność jaką pamiętam z lat mojego wczesnego dzieciństwa. Nie sądziłam, że to jeszcze możliwe. Trudno mi mówić o tym bez wzruszenia. Mamy w sobie wielki potencjał dobra, tylko dotychczasowe okoliczności, nie dawały nam wielu szans, aby go wydobyć. Przy pogrzebie pomagają mi jeszcze dawniejsi znajomi i rodzina mojej emerytowanej nauczycielki. Także tutaj, ilość ciepła, jaka do mnie płynie, tłumi ból i pozwala na rzecz bezcenną: odbudowę utraconego poczucia bezpieczeństwa. Zostałam sama, bez środków do życia, ale zyskałam przyjaciół.

Znajomi pani Kasi zorganizowali zbiórkę pieniędzy i artykułów spożywczych. Ktoś przyniósł paczkę z żywnością, ktoś inny karmę dla kota, inni niezbędne drobiazgi i maseczki.

– Mam nadzieję, że uda mi się kiedyś zrewanżować za te wszystkie formy wsparcia. A na pewno w taki czy inny sposób przekażę dobro dalej, tak jak robiłam to kiedyś. Tylko wtedy nie spodziewałam się, że będę po tej drugiej stronie, że to mój dotychczasowy świat runie. Mogę powiedzieć tyle, że zawiedli mnie ci, na których liczyłam i cudownie zaskoczyli, ci od których nie śmiałam oczekiwać niczego. Bardzo gorąco im dziękuję. To pokazuje, że nigdy nie jesteśmy sami, bo nawet w najtrudniejszych sytuacjach, ktoś zawsze wyciągnie do nas rękę.

Skala solidarności jest różna, podobnie jak potrzebne są różne formy pomocy. Pamiętajmy, że to nie musi być nic wielkiego. To co dla nas jest rzeczą zwyczajną, dla kogoś może być jak gwiazdka z nieba. Pani Maria z Warszawy podzieliła się z nami taka historią:

– Jestem już na emeryturze i znajduję się w grupie podwyższonego ryzyka, dlatego od początku pandemii unikam wychodzenia z domu. Zbyt się boję. Do niedawna niemal codziennie, przyjeżdżała córka z mężem. Robili zakupy, coś mi pomogli. Niestety, zostali objęci kwarantanną. Mój mąż już nie żyje, więc zostałam praktycznie sama. Na trzeci dzień, gdy nikt do mnie nie przyjechał, zapukała sąsiadka z kamienicy naprzeciwko. „A co to, pani Mario, córka ostatnio nie przyjeżdża?” . Zdziwiłam się, bo nie byłyśmy nigdy blisko. Nawet nie sądziłam, że ona kojarzy moją córkę. Opowiedziałam, co się stało i wtedy sąsiadka zaproponowała, że jej syn będzie mi przynosił zakupy. Pomyślałam, że tylko pozornie jesteśmy niewidoczni dla innych. Wystarczy mieć trochę więcej czasu i uważności, żebyśmy znów zbliżyli się do siebie.      

Katarzyna Kasjanowicz

Podobne artykuły
Pomagamy

Dom zbudowany z serca. W Milanówku powstaje dom treningowy dla młodzieży i pełnoletnich osób z autyzmem. Pomóżmy!

– Są w naszym mieście grupy ludzi aktywnie działające na rzecz drugiego człowieka – mówi Piotr Remiszewski, burmistrz Milanówka. Robią to skromnie ale ich działania mają wielką moc! Postanowiliśmy jako samorząd wesprzeć Fundację Radośni…
Zobacz więcej
PolskaPomagamy

W czasie epidemii pamiętamy o bohaterach. Ruszyła pomoc Powstańcom Warszawskim. Dostają obiady, paczki i życzenia wielkanocne.

Pomoc bohaterom ruszyła prawie natychmiast po ogłoszeniu w Polsce stanu epidemii.  Dwa tygodnie temu Stowarzyszenie Zachowania Pamięci zainicjowało w Warszawie akcję pomocy Weteranom Powstania Warszawskiego „Obiady dla Bohaterów”. Aktywiści…
Zobacz więcej
Codziennie rozmowaPolskaPomagamy

Każdy teraz powinien pomagać. Dzięki akcji #WzywamyPosiłki dostarczono za darmo medykom ponad 60 tys. posiłków

Zaczęło się od tego, że z powodu epidemii ich branże zamarły. Z dnia na dzień musieli zawiesić wszystkie projekty, a ponieważ nie lubią bezczynności postanowili siedzenie w domu zamienić w akcję pomocy. Teraz pro bono pracują po kilkanaście…
Zobacz więcej