Kultura

Nowa płyta Krzysi Górniak! Pat Metheny jest zachwycony jej twórczością.

Fot. Materiały promocyjne

Dziewczyna z gitarą nie jest już czymś zaskakującym. Ale dziewczyna z gitarą grająca jazz na światowym poziomie, to już jest coś! Krzysia Górniak, bo o niej mowa wydała właśnie album „Memories”. Wspaniały!

Czytając rozmaite publikacje na temat tego krążka, mniej lub bardziej dogłębne recenzje odnoszę wrażenie, że publicyści chcą za wszelką cenę zaszufladkować artystkę, „wsadzić w buty” tej czy innej stylistycznej konwencji: od Pata Metheny po Johna Abercrombie. A moim zdaniem siłą gry Krzysi Górniak jest właśnie kompletne niemożność zaszufladkowania. Oczywiście gitara akustyczna traktowana jak instrument typowo akustyczny, jedynie wspierany przetwornikami zamiast mikrofonem (jak w wypadku gitary akustycznej), zawsze będzie przywodzić skojarzenia z tym czy innym gigantem jazzu na sześciu strunach, jednak czym innym jest pokrewieństwo barwy, brzmienia a czym innym styl. Idąc tropem wciskania liderki projektu w jakieś ramy, to powinno się powiedzieć, że „Sweet Almonds” z racji na grę i śpiew unisono to odwołanie do George’a Bensona czy Kevina Eubanksa, bo oni talk robię. Tyle, że oni to robią inaczej. Idąc tym tropem ku ślepemu zaułkowi, to w zasadzie każdy jest Wesem Montgomery, bo gra na gitarze. Joe Pass John Scofield i Jimi Hendrix też. Ale żarty na bok.

„Memories” to płyta – co słychać – wykochana, wtulona i wypieszczona. To nie jest granie „o niczym”: temat i improwizacje coda i do kasy. To muzyka przez duże M.

Ten album to jedna wielka dedykacja dla bliskich artystce (w tym m.in. dedykowany nieodżałowanemu perkusiście, Grzesiowi Grzybowie „Touch Of Your Soul”), zapisana w nutach i dźwiękach impresja przeżyć, podróży, smaku kawy, przyjacielskich rozmów. To również, jak powiedziała w wywiadzie dla magazynu „Jazz Forum” jedność muzyki z kobiecą subtelnością. 

Ten album to również dowód, jak ważny jest dobór kompetencyjny, jak istotne jest dopasowanie muzyków do własnej układanki, której finalnym efektem jest krążek z muzyką zaklętą w cyfrowych bitach.   

Wszyscy towarzyszący Krzysi muzycy wspinają się na szczyty swoich umiejętności, a są to: Michał Wróblewski – fortepian, instrumenty klawiszowe; Piotr Wrombel – fortepian, instrumenty klawiszowe; Michał Jaros – kontrabas i Marcin Jahr – perkusja. Zwłaszcza dwóch ostatnich w sposób istotny determinuje finalny efekt albumu. Można powiedzieć, że tworzą z liderką konglomerat wynikający z wręcz empatycznego porozumienia ponad nutami.    

„Kruchość losu jest częścią życia i czym bardziej zdajemy sobie sprawę z nieuchronności przemijania, tym bardziej doceniamy czas, który nam pozostał.” pisze do nas na okładce liderka i nie jest to tyle motto ale swego rodzaju ostrzeżenie, coś co w nas zapalić to światełko, które mówi, że nic nie będzie trwać wiecznie, nic nie jest dane na zawsze.

Krzysia Górniak w pewien sposób podążą drogą którą poszedł swego czasu Adam Bałdych. Oboje kiedyś mocno wspierali się elektroniką by pewnego dnia odłączyć prąd i wejść do świata dźwięków możliwych najbliższych naturze. Prądu w tym tyle, ile potrzeba do przeniesienia fal wytwarzanych przez metalowe struny do naszych uszu. 

Ósmy krążek artystki to zarówno kontynuacja, bo nie przychodzi przecież znikąd, nie urywa się z księżyca, ale zdradza, że jazzwomen jest w ciągłej, nieustającej drodze ku Mt Everestowi jazzu. Kompozycje jak ta dedykowana Grzybowi, to coś, o ce tylko nieliczni w muzyce się otrą. I nie trzeba oceniać tego wyłącznie w kategoriach jazzowych, ale wręcz należy w ogólnomuzycznych.  Brz podziału na gatunki i style. Podobnie jak „Travel”, rozedrgane, pełne emocji.

„Memories” to album bez wad, wciągający jak dobra książka czy film. Dla mnie o tyle ważnych, że kiedy pierwszy raz usłyszałem Krzysię Górniak wiele lat temu, zauważyłem w Niej to coś, co sprawia, że skupia się wyłącznie na niej. Zauważył to również Pat Metheny, który ponad 20 lat temu o jej graniu powiedział:

Słuchałem twojej płyty („Tales”) – i wszyscy tam brzmicie naprawdę dobrze! Łączy was to, moim zdaniem to wspaniale, że – jak odnoszę wrażenie, ciężko pracujesz nad tym, aby stworzyć własne brzmienie i koncepcję grupy! 

Dzisiaj pewnie powiedziałby znacznie więcej i jeszcze bardziej entuzjastycznie. Reasumują, album – jazzda obowiązkowa.

Piotr Iwicki 

Podobne artykuły
InformacjeKultura

Pokaz rysunków Józefa Mehoffera. Rzadko się zdarza, by takie prace były darowane muzeom

Dziewięć rysunkowych studiów i portretów Józefa Mehoffera – podarowanych Muzeum Narodowemu w Krakowie przez chrześniaka artysty Wiesława Zadęckiego – będzie można od soboty oglądać w Domu Józefa Mehoffera przy ul. Krupniczej. Dzieła…
Zobacz więcej
InformacjeKulturaŚwiat

Bill Cosby odsiaduje wyrok za molestowanie i napaść. Jego żona twierdzi, że skazano go... przez rasizm

Żona skazanego za napaść i molestowanie seksualne komika Billa Cosby’ego – Camille wciąż nie wierzy w winę męża. Podczas gdy 82-latek od dwóch lat przebywa w więzieniu, kobieta teraz zarzuca ruchowi #MeToo rasizm i twierdzi, że aktor…
Zobacz więcej
Kultura

Nowa rzeczywistość w portugalskich dyskotekach. Ponad 2 metry dla każdego inprezowicza

Każda z osób tańczących na dyskotece powinna mieć na parkiecie swój obszar o wielkości 2,25 m kw. – wynika z zaleceń dla rządu przygotowanych przez największą organizację gastronomiczną Portugalii AHRESP. Jak ustaliła rozgłośnia Radio…
Zobacz więcej