Kościół

Zdrowie ważniejsze od Mszy – czyli Kościół zepchnięty do narożnika

Watykan, Wikipedia

Kościół we Włoszech zepchnięty jest do narożnika. Tamtejszy Episkopat dał sobie narzucić drakońskie, nielogiczne i nieproporcjonalne ograniczenia liturgii z powodu koronowirusa. Dla części księży polityk opowiadający się za nieograniczonym ruchem emigrantów z Afryki jest dobry, choćby popierał zliberalizowaną do maksimum aborcję, eutanazję i gender w szkołach. We Włoszech bez wątpienia powiódł się lewicowy „marsz przez instytucje” postulowany już w latach 30. przez włoskiego komunistę, Antonio Gramsciego.

Dariusz Kowalczyk SJ, Watykan

Ogólne opisywanie jakiegoś kraju, to rzecz ryzykowna. Mówiąc coś o Włoszech trzeba pamiętać, że to kraj geograficznie rozciągnięty od Tyrolu po Sycylię, a społecznie bardziej zróżnicowany niż Polska. Człowiek z Palermo jest Włochem i człowiek z Bolzano jest Włochem. Ale jakże bywają różni! Także kuchnia włoska, to  nie tylko makaron i pizza. Podobnie jest z rozprawianiem o Kościele. No bo, o czym tak właściwie mówimy, kiedy twierdzimy, że Kościół to albo tamto?  O ponad 1,3 miliarda katolików, w tym o ponad 400 tys. księży? Z punktu widzenia prawno-organizacyjnego Kościół, to bardzo wiele różnych wspólnot, podmiotów, istniejących na wszystkich kontynentach, różnie umocowanych w przestrzeni prawa kościelnego i państwowego. Poza tym, katolicy, w tym duchowni, nie są jakąś jednorodną grupą. Niejednokrotnie mają bardzo różne poglądy, także na sprawy wprost związane z wiarą. Pomimo tego spróbujmy coś o Kościele we Włoszech powiedzieć…

Pamiętam moje pierwsze zaskoczenia w kontaktach z niektórymi katolikami, w tym seminarzystami i kapłanami, we Włoszech. Był to koniec lat 80., a potem połowa lat 90. Mieli na przykład pretensje do Jana Pawła II i Josepha Ratzingera, że zniszczyli teologię wyzwolenia, która „niosła nadzieję” milionom ubogich. Akurat pamiętałem dobrze Instrukcję o niektórych aspektach „teologii wyzwolenia” z 1984 roku i jako jezuicki kleryk z doświadczeniem PRL uważałem, że to mądry i potrzebny tekst. Tymczasem spotykałem w Rzymie kleryków lub młodych księży z krajów tzw. Zachodu, czy też Ameryki Łacińskiej, którzy mieli całkiem inne zdanie. Byli przekonani, że marksizm (jego „słuszne” analizy) w połączeniu z chrześcijaństwem, może być dla świata błogosławieństwem. Nie traktowali zatem Jana Pawła II jako świadka komunizmu, który byłby ideologią i systemem zła, ale jako przedstawiciela kraju, regionu, który nie potrafił właściwie wprowadzić lewicowych idei społecznej sprawiedliwości. Kiedy w 1989 roku Gorbaczow przybył do Rzymu i do Watykanu, to tłumy witały go entuzjastycznie na ulicach miasta, a pewien ksiądz popisał się stwierdzeniem, że ufa bardziej Gorbaczowowi, niż Matce Bożej Fatimskiej. Ów ksiądz rozumiał pierestrojkę nie jako odejście od socjalizmu-komunizmu, ale jako reformę ze wszech miar słusznego, ale do tej pory błędnie realizowanego systemu.

Kiedy dziś rozmawiam z włoskimi księżmi, to wielu z nich traktuje słowa „prawica”, „prawicowy” jako pejoratywne. Dla nich właściwie każda prawica, to skrajna prawica. Bo kto nie jest lewicujący, ten jest skrajny albo… nieprzyzwoity. Jak Silvio Berlusconi, którego wielu duchownych włoskich nie znosiło. Dziś nie znosi Matteo Salviniego, przywódcy Ligi Północnej i źle się wyraża o Giorgi Meloni, przewodniczącej partii Bracia Włosi. Chociaż, jeśli chodzi o polityków, to jedynie od ludzi z tych ugrupowań można spodziewać się oczywistych jeszcze nie tak dawno deklaracji, że dziecko, które jest albo chłopcem albo dziewczynką, powinno mieć ojca (mężczyznę) i matkę (kobietę). Prawica miałaby być zła także dlatego, że jest „populistyczna”, choć jak się dopytać, co znaczy „populizm”, to trudno otrzymać jakąś logiczną odpowiedź. Trudno jednak o logikę tam, gdzie decydujące są uczucia, których geneza pozostaje dość skomplikowana. Czasem można odnieść wrażenie, że dla niemałej liczby włoskich księży nie ma istotnego znaczenia, że polityk popiera zliberalizowaną do maksimum aborcję, eutanazję, wszelkie postulaty aktywistów LGBTQ, gender w szkołach, ideologię multi-kulti rugującą z przestrzeni publicznej symbole chrześcijańskie, jak np. szopki bożonarodzeniowe itd. Podstawowym kryterium oceny „ewangeliczności” czyjejś postawy wydaje się być stosunek do emigracji. Jeśli ktoś jest za praktycznie nieograniczonym ruchem emigrantów z Afryki, to jest dobry, a jak ktoś ma w tym względzie inne zapatrywania, to jest zły. 

Symptomem sytuacji Kościoła we Włoszech był Światowy Kongres Rodzin, jaki odbył się w marcu minionego roku w Weronie. Kongres był zorganizowany przez różne środowiska chrześcijańsko-konserwatywne. Kongresowi udzieliły wsparcia władze związane z Ligą Północną. No i wybuchł skandal. Lewicowo-liberalne media podniosły larum, że są politycy, którzy wspierają tak nietolerancyjną imprezę. A dlaczego nietolerancyjną? Bo niektórzy z zaproszonych na Kongres byli znani jako przeciwnicy aborcji i promotorzy tzw. tradycyjnej rodziny, czyli po prostu rodziny, a nie na przykład par gejowskich, które produkują sobie dzieci z pomocą surogatek. W ogóle samo mówienie o rodzinie bez pochylania się nad osobami nieheteronormatywnymi niektórzy uważają dziś za prowokację. Problem w tym, że wobec Kongresu w Weronie dystansowało się też wielu hierarchów Kościoła. Jeden z nich powiedział, że zgadza się z Kongresem co do treści, ale co do formy, nie. Zapytany przez organizatorów, co było nie tak z formą, oczywiście nie udzielił odpowiedzi. Być może niektórym duchownym blisko było do stanowiska rektora Uniwersytetu w Weronie, który nie zgodził się, by gościć u siebie członków Kongresu Rodzin, bo – jak stwierdził – uniwersytet jest „miejscem studiów otwartych na naukową konfrontację, opartą o wolność badań i wolność nauczania”. No cóż! Słodką tajemnicą tego rodzaju umysłowości pozostanie, dlaczego „wolność badań i nauczania” ma oznaczać jedynie wolność dla ideologii lewicowo-liberalnych, w tym szczególnie LGBTQ. Swego czasu w trzech kościołach Genui we Włoszech miała odbyć się modlitwa ekspiacyjna za grzechy parady gejowskiej, która przeszła ulicami tego miasta. Ale modlitwa się nie odbyła, bo jej zabroniła… kuria arcybiskupia. Nie wiem, czy i jak kuria uzasadniła taką decyzję. Ale prawdopodobnie chodziło o to, że Kościół nikogo nie potępia i nie należy modlić się „przeciwko komuś”, ale we wszystkim szukać dobra, zgody i pokoju. Z takiej „nowoczesnej” retoryki kościelnej wynikałoby, że jakakolwiek modlitwa wynagradzająca Bogu profanację jest nieodpowiednia, bo jest modlitwą przeciwko człowiekowi, który profanacji dokonał.

Polityczna poprawność zagnieździła się w wielu instytucjach kościelnych na dobre. Powolny lewicowo-lewacki „marsz przez instytucje”, który już w latach 30-tych postulował włoski komunista, Antonio Gramsci, we Włoszech bez wątpienia się powiódł. Miedzy innymi dlatego, choć „katolicki krajobraz” jest wciąż mocno obecny w życiu Włochów, to Kościół zepchnięty jest do narożnika. Rzadko w sprawach aktualnych mówi własnym, silnym głosem z wnętrza swej Tradycji. Raczej przyłącza się do akcji głównego nurtu, jak walka z globalnym ociepleniem lub sprowadzanie emigrantów do Europy. Tego rodzaju postawą można tłumaczyć m.in. to, że episkopat włoski dał sobie narzucić drakońskie ograniczenia liturgii z powodu koronowirusa. Ograniczenia drakońskie, ale przede wszystkim nielogiczne i nieproporcjonalne do działań w przypadku innych instytucji. Kiedy część episkopatu się przebudziła, to było już za późno, a ponadto nie zabrakło „postępowych” duchownych, którzy ogłosili, że „zdrowie ważniejsze od Mszy”, jakby to miało tłumaczyć dlaczego w olbrzymim kościele nie można zorganizować Mszy dla 10 osób. Słyszałem też głosy z wnętrza Kościoła, że czas bez Mszy z ludem pomoże skończyć z niewłaściwym rytualizmem, sakramentalizmem i płytką dewocją… Autorzy tych opinii nie dopowiedzieli jednak, gdzie tkwi postulowana katolicka głębia…        

Powyższe rozważania, to takie „chlapnięcia pędzlem”, by wskazać pewne aspekty Kościoła we Włoszech. Powracam do tego, co napisałem na początku. Wszelkie uogólnienia tak złożonej rzeczywistości, jak Kościół, nawet jeśli chodzi o Kościół w jednym kraju, mają swoje oczywiste ograniczenia. Tym niemniej sądzę, że pozostaje prawdziwym stwierdzenie, że obecnie znacząca część duchownych we Włoszech pozostaje pod wpływem idei nie tylko lewicowych, ale także lewicowo-liberalnych, które są po części antychrześcijańskie i antybiblijne. Z tego nie wynika, że powinni pozostawać pod wpływem idei prawicowych, tym bardziej, że tym pojęciem określa się na Zachodzie bardzo różne rzeczy, w tym faszyzm, choć była to idea zdecydowanie socjalistyczna. To, czego potrzeba Kościołowi we Włoszech i na całym świecie, to odwagi, by głosić orędzie zakorzenione w Ewangelii, w Tradycji i Magisterium Kościoła. Nie oznacza to braku wewnętrznych napięć pomiędzy różnymi nurtami katolicyzmu. Ale oznacza wolność i godność Kościoła wobec świata, który jest i będzie coraz będzie Kościołowi nieprzyjazny.

Podobne artykuły
InformacjeKościółPolska

Apel o pomoc dla powodzian. Abp Eugeniusz Popowicz zwrócił się do wiernych

W związku z licznymi podtopieniami na Podkarpaciu i na zachodniej Ukrainy metropolita przemysko – warszawski Kościoła grekokatolickiego w Polsce abp Eugeniusz Popowicz zaapelował do wiernych o pomoc dla powodzian. Ofiary na rzecz poszkodowanych…
Zobacz więcej
InformacjeKościółŚwiat

Tydzień wolności religijnej w USA. "Tworzy się wrażenie, że religia jest źródłem konfliktu"

„Modlić się i działać dla wolności” – pod tym hasłem odbywa się do 29 czerwca w Stanach Zjednoczonych: „Tydzień wolności religijnej”. Arcybiskup Miami przypomina, że wolność religijna jest gwarancją wszelkich innych wolności. Pokój i…
Zobacz więcej
KościółŚwiat

Lider Black Lives Matter nawołuje do... niszczenia obrazów Jezusa. „Rażąca forma białej supremacji”

Liderzy ruchu Black Lives Matter nie tylko nie potępiają aktów wandalizmu, mających miejsca w USA, ale i je popierają. Wybijane szyby w sklepach, palone samochody i dewastowane pomniki amerykańskich bohaterów jednak nie wystarczą. Shaun King &#8211…
Zobacz więcej